Nasze dzieci

Grzejniki dekoracyjne łazienkowe dają ciepło

Mając cały dom do zaprojektowania nie jest łatwo, ale wcale nie jest dużo łatwiej, gdy trzeba pomyśleć jedynie o jego wnętrzu. Rzadko kiedy pomagają w takiej sytuacji specjalne certyfikaty czy wyższe wykształcenie. Trzeba zatem uświadomić sobie jedno – mieszkanie powinno być zarówno funkcjonalne – spełniać swoją rolę, a także estetyczne – wszak nikt nie chciałby mieszkać gdzieś, gdzie jest brudno i wszystko nieładnie wygląda.

Jest wiele pomieszczeń, którymi musimy się zająć. Pomówmy o łazience – to tam czyścimy siebie i przygotowujemy do ważnych spotkań biznesowych – jest więc to miejsce szczególne. Gdy bierzemy prysznic nie powinniśmy myśleć o tym, że jest nam zimno – i tu właśnie pojawia się rozwiązanie tego problemu. Grzejniki dekoracyjne łazienkowe to nie tylko bardzo ładny wygląd, ale również świetnie działająca funkcjonalność, która dostarcza odpowiednie ilości ciepła do naszej łazienki. Nie musimy również martwić się o to, że nasze oczy będą miały przykrość spowodowaną złym widokiem.

DZIKIE DZIECI

Następnie ktoś nocą harcował na strychu i było straszno. A to kuna szukała miejsca dla siebie. Kotka też narozrabiała, bo będzie miała kociątka i kto je zechce. Nie ona zawiniła, ale karmiąca kot­kę dziewczynka zapomniała o dodaniu do pokarmu leku mającego zastąpić sterylizację. Kolejny stres wywołała stłuczona waza do zupy, ze starej porce­lany. Pamiątka po prababci. „Te dzieci są teraz takie dzikie, może to nawrót do wcześniejszych form ewolucji?” — pisze przyjaciółka. Mnie szczególnie zainteresował opis zachowania nastolatki, cór­ki jej polskich przyjaciół, która przyjechała na wakacje do Niemiec. Nie chodziło o to, że bardzo długo spała, ale przyjaciółka żaliła się, że tak naprawdę niewiele dziewczynkę interesowało.

UCIECZKA W SEN I OBOJĘTNOŚĆ

To, że letni pobyt nastolatki będzie nieudany, można było prze­widzieć, bo co to za wakacje dla dojrzewającej dziewczyny razem ze starszymi osobami. Brak swobody i rówieśników może być bardzo dotkliwy, w dodatku w roli gościa należy być grzecznym. Ucieczka w sen, w bierność i obojętność — to dość typowe objawy niezadowo­lenia nastolatków. Na przeciwnym biegunie zachowań znajduje się agresja, ale dziewczynka była pod tym względem dobrze wychowa­nym dzieckiem, umiejącym ją tłumić. Z listu przyjaciółki wynikało, że pobyt nastolatki wydawał się nieszczęściem największym, może dlatego, że w porównaniu z inny­mi niedawno doznanymi to nieszczęście trwało najdłużej.

DOROSŁE DZIECI

Małe dzieci — mały kłopot, duże dzieci — to i kłopot duży. W tym znanym powiedzonku chodzi raczej o dzieci dorastające, a nie o całkiem już dorosłe, w dodatku zdrowe i wykształcone. A właśnie o takich dzieciach — bo dziećmi swoich rodziców jest się do koń­ca ich życia — słyszałam w ostatnim czasie więcej niż kilka razy. Przedtem nie sądziłam, że kłopoty z dorosłymi dziećmi mogą być takiej właśnie natury, o jakiej się dowiaduję. Mam tu na myśli sy­tuacje, kiedy to dorosłe, zdrowe i wykształcone dzieci nie chcą być samodzielne, ale odpowiada im zależność od rodziców. Chodzi przy tym o akceptację zależności materialnej, a nie o niemożność znale­zienia pracy, bo to całkiem inna sprawa.

MARZENIE O WNUCZCE

Tak więc rozmawiałam niedawno z panią, której dorosła córka powiedziała, że nie ma czasu, żeby pracować, bo zajmuje się wy­chowaniem dziecka. Córeczka chodzi do przedszkola, a jej mama jest wtedy w domu. Pani, która o tym mówiła, jest w starszym już wieku, bardzo kocha wnuczkę, która jest dzieckiem adoptowanym. „To ja marzyłam o wnuczce” — mówi — „a od córki słyszę «no to te­raz ją masz». Ale proszę nie myśleć, że córka jest niedobrą matką, wręcz odwrotnie, jest nadmiernie troskliwa”. Pani ta powiedziała też, że alimentów nie ma kto płacić, bo córka jest samotną matką. Otrzymuje wprawdzie zasiłek, ale to nie wystarcza, tak więc razem z mężem utrzymują córkę i wnuczkę. Ich wielkim zmartwieniem jest myśl o przyszłości: „Co będzie, jak nas nie będzie?”

NIEPOKÓJ O PRZYSZŁOŚĆ

Inna sytuacja, ale podobna ze względu na niepokój o przyszłość, występuje w pewnej wielodzietnej rodzinie, w której rodzice od cza­su do czasu pracują, ale ponieważ nie wkładają w pracę wysiłku, to ją tracą. I w tym wypadku całą gromadę ma na swoim utrzyma­niu dobry dziadek, który pomimo podeszłego wieku ma niezłe zdro­wie i zarabia. Znam też starsze małżeństwo, do którego dorosła córka niedaw­no się „dokwaterowała” razem z dwojgiem dzieci. A mieszkanie to pokój z kuchnią. Teraz oczekuje, że rodzice będą utrzymywać dzie­ci i zajmować się nimi, a ona wyjeżdża za granicę, „żeby rozprawić się z mężem”. Bo wyjechał i znalazł „dwa w jednym”: pracę i nową partnerkę.

DOŚWIADCZYĆ SUKCESÓW I ROZCZAROWAŃ

Nie wiem dlaczego tak trudno zrozumieć, że dziecko ucząc się życia, musi doświadczać nie tylko sukcesów, ale i rozczarowań. Powinno umieć czekać, rezygno­wać, wybaczać i podejmować kompromisy. I musi rozwinąć w sobie jeszcze wiele innych społecznych umiejętności, aby móc rozwiązy­wać konflikty i radzić sobie w trudnych sytuacjach. A ja nie chcia­łabym ponownie usłyszeć słów, jakie niedawno usłyszałam w mar­kecie: „Nie wiesz, które autko wybrać? No to kupimy wszystkie z tej półki”. Wprawdzie mówiła to babcia i niekoniecznie kiedyś tak po­stępowała w stosunku do swoich dzieci, ale nawet wielka wyrozu­miałość dla babcinych uczuć ma swoje granice.

PIĘKNO I RADOŚĆ

W Lasku Marcelińskim można nacieszyć zmysły. Przy­najmniej wzrok, słuch i węch. Jakże urokliwy jest brzozowy zagajnik, kiedy słońce rozświetla białe pnie, a nad nimi powiewają rozkołysane wiatrem złociste, wiot­kie gałęzie. Obok zagajnika przechodziła para młodych, ale nie po­patrzyli na brzozy. W tym wypadku się nie dziwiłam, bo niewątpli­wie ludzka panna była dla jej towarzysza atrakcyjniejsza od tłumu brzozowych panien z rozwianymi włosami gałęzi.W innym miejscu wokół dębu liściasty dywan w kolorze ciemne­go złota. A wiatr nadal go tka i dywan staje się coraz szerszy i grub­szy. Jednak spacerowicze nie zatrzymują się, żeby popatrzeć.

DZIEWCZYNKA Z RODZICAMI

A oprócz wzroku cichutkim szumem liści nasyca się słuch. I z zie­mi unosi się zapach jesiennych liści. Trudno go określić — trochę jak­by zioła zmieszane z miodem, trochę jak suszone jabłka. Nie wiem do czego przyrównać ten jedyny w swoim rodzaju zapach. Spacerowiczów jest niewielu, szczególnie mało dzieci. Te nielicz­ne to niemal tylko niemowlęta w wózeczkach, pchanych przez tatu­siów. Mamusie idą sobie obok, wyglądają na bardzo zadowolone. Jednak jest też dziewczynka z rodzicami, trzyma za rękę tatę, co chwilę pociera główką rękaw jego kurtki. Na jesiennym spacerze trudno inaczej się przytulić. Dziecko robi wrażenie wątłego, buzia jest drobna i blada. Może to pierwszy spacer po chorobie?

OŻYWIENIE CHŁOPCA

Chłopiec się ożywił, wyciągał w górę ramiona, wołał: „Grad, grad, niedługo bę­dzie śnieg!” A potem przypomniał babci, że obiecała mu nowe san­ki i że nie należy czekać do gwiazdki, bo śnieg będzie szybciej. „No zobaczymy” — odrzekła babcia — „na sanki musisz sobie zasłu­żyć”. Nie wiem, jak dalej potoczyła się rozmowa, bo już nie mogłam jej usłyszeć. Pomyślałam jednak, dlaczego tak często dzieci słyszą, że muszą sobie zasłużyć na coś, co sprawi im radość. Oczywiście, nieraz ku­pienie dziecku tego, czego pragnie, może być nagrodą za szczegól­ny wysiłek z jego strony.