Pokój dla studenta

Czasami dzieje się tak, że studenci pomimo wszelkich starań nie dostają się do akademika. Dlatego też warto jest poważniej się nad tym zastanowić, a być może ciekawym rozwiązaniem będzie się mógł okazać pokój dla studenta. Wiadomo, że opłaty są bardzo zróżnicowane, jednak strzałem w dziesiątkę będzie się mogło okazać zamieszkanie w takim pokoju w kilka osób. Oczywiście będzie można w ten sposób zredukować koszty, tak więc koniecznie należy się nad tym zastanowić już dziś. W ostatnim czasie ludzie coraz bardziej zastanawiają się nad wynajmowaniem takich właśnie pokoi ze względu na niskie koszty, no i oczywiście ciszę. Wiadomo, że oczekiwania są bardzo zróżnicowane, dlatego też na samym początku warto jest sobie je spisać na kartce, by można było je wprowadzić w życie. Co jakiś czas zwiększa się liczba możliwości, dlatego też jeśli ktoś mocniej będzie chciał to być może znajdzie się dla niego coś właściwego. Od pewnego czasu ludzie coraz bardziej się do tego przywiązują na co koniecznie należy brać uwagę.

Telewizor lub komputer zamiast rodzinnych spacerów

Jeszcze nie tak dawno temu, każde niedzielne popołudnie było wielkim przeżyciem dla dzieci, zwłaszcza tych małych. Dzień ten oznaczał, że zapracowani na co dzień rodzice zabiorą maluchy na lody, plac zabaw czy zwyczajnie pójdą z nimi na spacer. Rezygnacja z tego punktu programu była uważana powszechnie za niezwykle dolegliwą karę. Dziś nie warto nawet szukać rodzin, które spacerują po parku czy lesie w niedzielne popołudnie. Coraz częściej bowiem nawet w te dni nie chce się nikomu odejść albo od telewizora albo od komputera. Socjologowie trąbią od dawna na alarm, że taki model rodziny skutecznie zabija więzi rodzinne, przez co wychowanie dzieci w takich warunkach może mieć opłakane w przyszłości skutki. Jednakże nie można się dziwić dzieciom, skoro sami rodzice nie zawsze dają dobry przykład. Chociaż z drugiej strony trudno się dziwić komuś, kto ma tylko jeden dzień wolnego tygodniu, że najchętniej by spał lub oglądał film. Nadgodziny, wyzysk w pracy czy nerwowe życie codzienne doprowadzają właśnie do takich scen z życia codziennego. Najmłodsi są bardzo chłonni na takie wzorce i później przekażą je swoim dzieciom. Inna sprawa, że nawet ci szczęśliwi rodzice, którzy chcieliby właśnie w ten sposób spędzić weekend, mają problem aby swoje dziecko odciągnąć od komputera czy internetu.

OBRAZY Z DZIECIŃSTWA

W pamięci dorosłych ludzi znajdują się różne obrazy z dzie­ciństwa. Utrwaliły się one dzięki sile uczuć, a ta wynikała ze zna­czenia, jakie dla konkretnego dziecka miało określone przeżycie. Dobrze wiemy, że dzieci (jak w ogóle ludzi) cechuje nie tylko różny poziom wrażliwości, ale też na takie samo zdarzenie mogą one re­agować w odmienny sposób. Nasza pamięć przechowuje obrazy o różnych barwach oraz odcie­niach. Jedne z nich są jasne i kolorowe, inne o zabarwieniu niejedno­znacznym, nieco rozmytym, a jeszcze inne obrazy pamięci są ciem­ne. Te ostatnie z biegiem lat nieco jaśnieją i dzieje się tak głównie dzięki reinterpretacji zdarzeń przez osoby dorosłe. Bowiem w wie­ku dojrzałym staramy się uwzględnić rozmaite okoliczności minio­nego zdarzenia, wniknąć w motywacje osób w nim uczestniczących, a ponadto sam upływ czasu odbarwia pamięć.

DZIECI WE WSPÓŁCZESNYM ŚWIECIE

 Niech nas nie gorszy ówczesna uczuciowa obojętność wobec dzieci, których życie było wówczas kruche, niezależnie od woli ro­dziców. Raczej pomyślmy o współczesnym nam świecie, w którym dzieci bywają zaniedbywane, porzucane i maltretowane — niekiedy zdarza się to także w pobliżu nas. A w przestrzeni od nas odległej wciąż jeszcze się zdarza, że dzieci są porywane dla adopcji albo pro­stytucji, nieraz zabijane celem pozyskania narządów do przeszcze­pu. Bywają też wcielane do wojska albo torturowane. To wszystko dzieje się równolegle, na tym samym, jednym świecie. Nie chciałabym, aby te smutne myśli zmąciły naszą szczerą ra­dość związaną z Dniem Dziecka. Bądźmy szczęśliwi, że przyszło nam żyć w lepszej dla nas i dla naszych dzieci części świata. Ale wieczorną porą, kiedy zmęczone radosnymi przeżyciami dzieci za­padną w głęboki sen, a my pochyleni nad nimi będziemy z czuło­ścią wsłuchiwać się w ich oddech — pomyślmy o ich rówieśnikach, których nawiedzają koszmary i w noce, i we dnie.

PRZEJŚCIOWY ETAP ROZWOJU

Nam, współczesnym rodzicom, wydaje się to wręcz niezrozumia­łe, że aż do XVII wieku dzieciństwo było uważane za niewiele zna­czący, przejściowy etap rozwoju człowieka. I że bardzo duża śmier­telność dzieci przyczyniała się do luźnych więzi z nimi. Bo skoro powszechnie uważano, że nikłe są szanse na przeżycie dziecka, to i żal po stracie był niewielki. Znane jest wstrząsające dla nas wy­znanie Montaigne’a: „Straciłem dwoje czy troje dzieci w kołysce, nie bez żalu, ale i bez przykrości”. A przecież ten francuski pisarz i fi­lozof humanista, prawnik z wykształcenia, był jednym z głównych przedstawicieli renesansu. Taki był ówczesny świat.

JAKO WŁASNOŚĆ RODZICÓW

Pomimo wciąż poszerzanej i pogłębianej wiedzy, dziecko nadal jest ujmowane jako własność rodziców — aż do drugiej połowy XX wieku, kiedy to na fali humanizmu wyłonił się problem praw dziec­ka. Nie wszyscy dorośli akceptują zmiany w rozumieniu godno­ści dziecka i jego praw, toteż do chwili obecnej równolegle istnieją dwie orientacje stosunku dorosłych do dzieci: orientacja typu wła­dza — podległość i orientacja, w której autorytet dorosłych oparty jest o przekonywanie i współdziałanie. Jedna i druga orientacja od­wołuje się do dobra dziecka i miłości do niego, jakkolwiek obie wy­mienione wartości są różnie realizowane. 

KOLEJNY WIZERUNEK DZIECKA

Kolejny wizerunek dziecka występuje w XV wieku, wraz z kon­cepcją rozkosznego dzieciństwa. Coraz częściej dziecko jest w sztu­ce przedstawiane jako istota pełna uroku, a w XVII wieku z regu­ły zajmuje na obrazach uprzywilejowane miejsce. Jednak tak naprawdę dzieciństwo jako okres rozwoju, jakiemu podlega każdy człowiek, wyłania się z historii dopiero w XVIII wie­ku. Wtedy bowiem zainteresowanie dzieckiem dotyczy nie tylko jego przydatności dla dorosłych i nie tylko odmiennego od nich wyglądu, ale obejmuje też to, jak dziecko mówi, jak się bawi i jak się uczy. Taka wiedza oparta na doświadczeniu legła u podstaw naukowych badań dotyczących dzieciństwa, które rozpoczęły się w XX wieku.

TYPY DZIECKA W SZTUCE

Najpierw były to dzieci-anioły, a ściślej, początkowo anioły miały postać młodzieńców. Drugim w historii sztuki typem dziecka było Dzieciątko Jezus. Ale i postać Jezuska najpierw przypominała ma­łego dorosłego i dopiero później zaczęła w ubiorze i ekspresji na­bierać cech charakterystycznych dla dzieciństwa. Dzieciątko było owinięte pieluszką lub ubrane w koszulkę, przytulało się do swojej mamy, będącej Matką Boską. Dopiero pod koniec średniowiecza pojawia się dziecko nagie. Naj­pierw w towarzystwie Świętej Rodziny, później w sztuce świeckiej w scenach rodzajowych. Dzieci są coraz bardziej dziećmi, ubrane różnorodnie, tulą się w ramionach matek, bawią się z innymi dzieć­mi albo towarzyszą w zajęciach osobom dorosłym. Przysłuchują się kazaniom, uczestniczą w rytuałach, przyglądają się pracy, a w XIV wieku w malarstwie pojawia się dziecko w szkole.

MYŚLI NA DZIEŃ DZIECKA

Gdy nasze dzieci radośnie świętują swój dzień, a dorośli cieszą się razem z nimi i są szczęśliwi, jeżeli udało im się ten dzień uczynić wyjątkowym, zapełnić atrakcjami, barwą i dźwiękiem, ru­chem i śmiechem, zapachem i smakiem — to dalecy jesteśmy od my­śli, że kiedyś nie było okresu życia, jaki nazywamy dzieciństwem. W malarstwie i rzeźbie, będących odzwierciedleniem ludzkich my­śli i uczuć, dopiero w XIII wieku pojawiło się dziecko, a dokładniej: mały człowiek. Dziecko ujmowano jako człowieka niższego wzrostu, bez dziecięcych cech budowy ciała, ubranego tak jak dorośli, z ta­kim samym poważnym wyrazem twarzy. Ale kiedy w sztuce już się ten mały człowiek pojawił, to —jak to opisuje Philippe Anes — ko­lejno wyłaniały się różne typy dzieci.

OBSERWOWANIE PTAKÓW

  1. W wypowiedziach chłopców też jest czyta­nie, ponadto nie zostały pominięte ani komputer i telewizor, ani za­bawa. Natomiast niezwykłym sposobem radzenia sobie ze smutkiem jest obserwowanie ptaków, a także wskakiwanie w kałużę. Nie sądzę, aby rzeczywiste zachowania dzieci odbiegały od tego, co mówiły. Z tym, że zapewne i chłopcy chętnie sięgnęliby do czeko­ladek, a dziewczynki do telewizora. Natomiast jeżeli ktoś nie dowie­rza Przemkowi, że wskoczyłby w kałużę, to zapewniam, że znałam chłopczyka, który w deszczową porę bardzo lubił wskakiwać w ka­łuże. Nazwałam go żółwiem błotnym i od stóp do głowy zabłocone­go wsadzałam do wanny.Kałuże dzieci zazwyczaj dzielą na „przezroczyste” i „błotne”. Bło­to ma dla wielu z nich szczególny urok i jakkolwiek zapewne nic nie słyszały o leczniczych, błotnych kąpielach, to jednak w wielu dzieciach istnieje fascynacja błotną kałużą. Po kim to mają? Może po prapraprzodkach?

SPOSOBY CHŁOPCÓW

A teraz chłopcy: Rafał, piętnaście lat: „Czytałbym ciekawą książkę” (bo Rafałek jest intelektualistą).Łukasz, jedenaście lat: „Włączyłbym komputer lub telewizor” (no pewnie, tak postąpiłaby większość chłopaków).Lutek, dziesięć lat: „Obserwowałbym, jak ptaki zjadają okrusz­ki” (Lutek bardzo lubi karmić ptaszki, dostały od niego nawet mar- cińskiego rogala).Kuba, siedem lat: „Trzeba wyjść na dwór i się bawić” (oj Kubu­siu, tylko nie wychodź bez opowiedzenia się!)Przemek, lat pięć i pół: „Wskoczyłbym głośno w kałużę” (czyli należysz do kategorii „żółwi błotnych”). To tylko dziesięcioro dzieci, ale ich sposoby pocieszania się są interesujące. Zwraca uwagę to, że w wypowiedziach dziewczynek oprócz czytania pojawiają się słodycze, działania artystyczne, ruch barwy, jest też mama.

NA POCIESZENIE

Ola, dziewięć lat: „Czytałabym ulubioną książkę, najlepiej weso­łą, i jadłabym czekoladę” (Oleńko — a nie pisałabyś wierszy? Tak bardzo mi się podobają Twoje wierszyki).Iga, też dziewięć lat: „Usiadłabym z gazetkami «Witch» i czeko­ladkami — musiałoby być po obiedzie — i sobie bym oglądała i czy­tała” (Iga lubi bajki z czarownicami — bo witch to czarownica. Ale zwróćmy uwagę na to, że „po obiedzie”. Tak zdyscyplinowane by­wają tylko dziewczynki!).Kasia, osiem lat: „Poszłabym do koleżanki, która mieszka bez przechodzenia przez ulicę” (Kasia jest ostrożna i posłuszna).Ewunia, siedem lat: „Zrobiłabym plastyczne, bardzo kolorowe prace z mamą” (Ewunia jest empatyczna — mamie też byłoby we­selej w szary dzień). Kasia, pięć lat: „Zaśpiewałabym piosenkę i zatańczyła, i jadła cukierki” (no i mamy dziewczynkę, z którą żaden chłopiec nie mógł­by konkurować!).