OBRAZY Z DZIECIŃSTWA

W pamięci dorosłych ludzi znajdują się różne obrazy z dzie­ciństwa. Utrwaliły się one dzięki sile uczuć, a ta wynikała ze zna­czenia, jakie dla konkretnego dziecka miało określone przeżycie. Dobrze wiemy, że dzieci (jak w ogóle ludzi) cechuje nie tylko różny poziom wrażliwości, ale też na takie samo zdarzenie mogą one re­agować w odmienny sposób. Nasza pamięć przechowuje obrazy o różnych barwach oraz odcie­niach. Jedne z nich są jasne i kolorowe, inne o zabarwieniu niejedno­znacznym, nieco rozmytym, a jeszcze inne obrazy pamięci są ciem­ne. Te ostatnie z biegiem lat nieco jaśnieją i dzieje się tak głównie dzięki reinterpretacji zdarzeń przez osoby dorosłe. Bowiem w wie­ku dojrzałym staramy się uwzględnić rozmaite okoliczności minio­nego zdarzenia, wniknąć w motywacje osób w nim uczestniczących, a ponadto sam upływ czasu odbarwia pamięć.

DZIECI WE WSPÓŁCZESNYM ŚWIECIE

 Niech nas nie gorszy ówczesna uczuciowa obojętność wobec dzieci, których życie było wówczas kruche, niezależnie od woli ro­dziców. Raczej pomyślmy o współczesnym nam świecie, w którym dzieci bywają zaniedbywane, porzucane i maltretowane — niekiedy zdarza się to także w pobliżu nas. A w przestrzeni od nas odległej wciąż jeszcze się zdarza, że dzieci są porywane dla adopcji albo pro­stytucji, nieraz zabijane celem pozyskania narządów do przeszcze­pu. Bywają też wcielane do wojska albo torturowane. To wszystko dzieje się równolegle, na tym samym, jednym świecie. Nie chciałabym, aby te smutne myśli zmąciły naszą szczerą ra­dość związaną z Dniem Dziecka. Bądźmy szczęśliwi, że przyszło nam żyć w lepszej dla nas i dla naszych dzieci części świata. Ale wieczorną porą, kiedy zmęczone radosnymi przeżyciami dzieci za­padną w głęboki sen, a my pochyleni nad nimi będziemy z czuło­ścią wsłuchiwać się w ich oddech — pomyślmy o ich rówieśnikach, których nawiedzają koszmary i w noce, i we dnie.

PRZEJŚCIOWY ETAP ROZWOJU

Nam, współczesnym rodzicom, wydaje się to wręcz niezrozumia­łe, że aż do XVII wieku dzieciństwo było uważane za niewiele zna­czący, przejściowy etap rozwoju człowieka. I że bardzo duża śmier­telność dzieci przyczyniała się do luźnych więzi z nimi. Bo skoro powszechnie uważano, że nikłe są szanse na przeżycie dziecka, to i żal po stracie był niewielki. Znane jest wstrząsające dla nas wy­znanie Montaigne’a: „Straciłem dwoje czy troje dzieci w kołysce, nie bez żalu, ale i bez przykrości”. A przecież ten francuski pisarz i fi­lozof humanista, prawnik z wykształcenia, był jednym z głównych przedstawicieli renesansu. Taki był ówczesny świat.

JAKO WŁASNOŚĆ RODZICÓW

Pomimo wciąż poszerzanej i pogłębianej wiedzy, dziecko nadal jest ujmowane jako własność rodziców — aż do drugiej połowy XX wieku, kiedy to na fali humanizmu wyłonił się problem praw dziec­ka. Nie wszyscy dorośli akceptują zmiany w rozumieniu godno­ści dziecka i jego praw, toteż do chwili obecnej równolegle istnieją dwie orientacje stosunku dorosłych do dzieci: orientacja typu wła­dza — podległość i orientacja, w której autorytet dorosłych oparty jest o przekonywanie i współdziałanie. Jedna i druga orientacja od­wołuje się do dobra dziecka i miłości do niego, jakkolwiek obie wy­mienione wartości są różnie realizowane. 

KOLEJNY WIZERUNEK DZIECKA

Kolejny wizerunek dziecka występuje w XV wieku, wraz z kon­cepcją rozkosznego dzieciństwa. Coraz częściej dziecko jest w sztu­ce przedstawiane jako istota pełna uroku, a w XVII wieku z regu­ły zajmuje na obrazach uprzywilejowane miejsce. Jednak tak naprawdę dzieciństwo jako okres rozwoju, jakiemu podlega każdy człowiek, wyłania się z historii dopiero w XVIII wie­ku. Wtedy bowiem zainteresowanie dzieckiem dotyczy nie tylko jego przydatności dla dorosłych i nie tylko odmiennego od nich wyglądu, ale obejmuje też to, jak dziecko mówi, jak się bawi i jak się uczy. Taka wiedza oparta na doświadczeniu legła u podstaw naukowych badań dotyczących dzieciństwa, które rozpoczęły się w XX wieku.

TYPY DZIECKA W SZTUCE

Najpierw były to dzieci-anioły, a ściślej, początkowo anioły miały postać młodzieńców. Drugim w historii sztuki typem dziecka było Dzieciątko Jezus. Ale i postać Jezuska najpierw przypominała ma­łego dorosłego i dopiero później zaczęła w ubiorze i ekspresji na­bierać cech charakterystycznych dla dzieciństwa. Dzieciątko było owinięte pieluszką lub ubrane w koszulkę, przytulało się do swojej mamy, będącej Matką Boską. Dopiero pod koniec średniowiecza pojawia się dziecko nagie. Naj­pierw w towarzystwie Świętej Rodziny, później w sztuce świeckiej w scenach rodzajowych. Dzieci są coraz bardziej dziećmi, ubrane różnorodnie, tulą się w ramionach matek, bawią się z innymi dzieć­mi albo towarzyszą w zajęciach osobom dorosłym. Przysłuchują się kazaniom, uczestniczą w rytuałach, przyglądają się pracy, a w XIV wieku w malarstwie pojawia się dziecko w szkole.

MYŚLI NA DZIEŃ DZIECKA

Gdy nasze dzieci radośnie świętują swój dzień, a dorośli cieszą się razem z nimi i są szczęśliwi, jeżeli udało im się ten dzień uczynić wyjątkowym, zapełnić atrakcjami, barwą i dźwiękiem, ru­chem i śmiechem, zapachem i smakiem — to dalecy jesteśmy od my­śli, że kiedyś nie było okresu życia, jaki nazywamy dzieciństwem. W malarstwie i rzeźbie, będących odzwierciedleniem ludzkich my­śli i uczuć, dopiero w XIII wieku pojawiło się dziecko, a dokładniej: mały człowiek. Dziecko ujmowano jako człowieka niższego wzrostu, bez dziecięcych cech budowy ciała, ubranego tak jak dorośli, z ta­kim samym poważnym wyrazem twarzy. Ale kiedy w sztuce już się ten mały człowiek pojawił, to —jak to opisuje Philippe Anes — ko­lejno wyłaniały się różne typy dzieci.

OBSERWOWANIE PTAKÓW

  1. W wypowiedziach chłopców też jest czyta­nie, ponadto nie zostały pominięte ani komputer i telewizor, ani za­bawa. Natomiast niezwykłym sposobem radzenia sobie ze smutkiem jest obserwowanie ptaków, a także wskakiwanie w kałużę. Nie sądzę, aby rzeczywiste zachowania dzieci odbiegały od tego, co mówiły. Z tym, że zapewne i chłopcy chętnie sięgnęliby do czeko­ladek, a dziewczynki do telewizora. Natomiast jeżeli ktoś nie dowie­rza Przemkowi, że wskoczyłby w kałużę, to zapewniam, że znałam chłopczyka, który w deszczową porę bardzo lubił wskakiwać w ka­łuże. Nazwałam go żółwiem błotnym i od stóp do głowy zabłocone­go wsadzałam do wanny.Kałuże dzieci zazwyczaj dzielą na „przezroczyste” i „błotne”. Bło­to ma dla wielu z nich szczególny urok i jakkolwiek zapewne nic nie słyszały o leczniczych, błotnych kąpielach, to jednak w wielu dzieciach istnieje fascynacja błotną kałużą. Po kim to mają? Może po prapraprzodkach?

SPOSOBY CHŁOPCÓW

A teraz chłopcy: Rafał, piętnaście lat: „Czytałbym ciekawą książkę” (bo Rafałek jest intelektualistą).Łukasz, jedenaście lat: „Włączyłbym komputer lub telewizor” (no pewnie, tak postąpiłaby większość chłopaków).Lutek, dziesięć lat: „Obserwowałbym, jak ptaki zjadają okrusz­ki” (Lutek bardzo lubi karmić ptaszki, dostały od niego nawet mar- cińskiego rogala).Kuba, siedem lat: „Trzeba wyjść na dwór i się bawić” (oj Kubu­siu, tylko nie wychodź bez opowiedzenia się!)Przemek, lat pięć i pół: „Wskoczyłbym głośno w kałużę” (czyli należysz do kategorii „żółwi błotnych”). To tylko dziesięcioro dzieci, ale ich sposoby pocieszania się są interesujące. Zwraca uwagę to, że w wypowiedziach dziewczynek oprócz czytania pojawiają się słodycze, działania artystyczne, ruch barwy, jest też mama.

NA POCIESZENIE

Ola, dziewięć lat: „Czytałabym ulubioną książkę, najlepiej weso­łą, i jadłabym czekoladę” (Oleńko — a nie pisałabyś wierszy? Tak bardzo mi się podobają Twoje wierszyki).Iga, też dziewięć lat: „Usiadłabym z gazetkami «Witch» i czeko­ladkami — musiałoby być po obiedzie — i sobie bym oglądała i czy­tała” (Iga lubi bajki z czarownicami — bo witch to czarownica. Ale zwróćmy uwagę na to, że „po obiedzie”. Tak zdyscyplinowane by­wają tylko dziewczynki!).Kasia, osiem lat: „Poszłabym do koleżanki, która mieszka bez przechodzenia przez ulicę” (Kasia jest ostrożna i posłuszna).Ewunia, siedem lat: „Zrobiłabym plastyczne, bardzo kolorowe prace z mamą” (Ewunia jest empatyczna — mamie też byłoby we­selej w szary dzień). Kasia, pięć lat: „Zaśpiewałabym piosenkę i zatańczyła, i jadła cukierki” (no i mamy dziewczynkę, z którą żaden chłopiec nie mógł­by konkurować!).